Vucic jako model współczesnej demokracji globalistycznej

Prezydent Serbii Aleksander Vucic (https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandar_Vu%C4%8Di%C4%87), nawet na tle innych „światowych przywódców” wydaje się być wyjątkowo podłą istotą. 

Miast opisywać jego „polityczną karierę”, warto tylko wspomnieć, że zdradzał on Serbów zawsze i wszędzie: w stosunkach z Unią, Niemcami, globalną finansjerą, Stanami, Rosją, Chinami, a nawet z arcywrogami, jakimi są niewątpliwie NATO i Albańczycy.

W ostatnim okresie był on autorem i wykonawcą najostrzejszych w Europie „restrykcji pandemicznych”.  Zagrożony utratą władzy w wyborach z 21 czerwca tego roku, obiecał wyborcom zniesienie drakońskich ograniczeń, dzięki czemu udało mu się utrzymać przy władzy (https://www.eutimes.net/2020/07/war-breaks-out-in-serbia-as-people-riot-against-the-regimes-coronavirus-lockdowns/). 

Trzeba przyznać, że dotrzymał swej obietnicy, przynajmniej do chwili obecnej, kiedy to opierając się na rzekomym nagłym wzroście zachorowań na koronawirusa, zarządził wznowienie restrykcji. 

Jednak tym razem przeliczył się w swych kalkulacjach,  nie doceniając stopnia wyczerpania społeczeństwa nieustannym terrorem sanitarnym ostatniego okresu.  Rezultatem jego decyzji był wybuch zamieszek w Belgradzie nie ustających do obecnej chwili (https://www.anti-empire.com/belgrade-erupts-in-protest-after-new-covid-19-lockdown-announced-parliament-stormed/

https://www.euronews.com/2020/07/10/serbia-bans-mass-gatherings-in-belgrade-after-virus-lockdown-protests) .

Przestraszony Vucic wycofał się ze swej najnowszej decyzji, przynajmniej na ten moment.  Bez względu na to jak potoczą się losy nieszczęsnego narodu serbskiego, rozgrywający się dramat w sposób klarowny ilustruje metody działania „światowych przywódców”.  W przypadku Serbii, niewielka skala, małego narodu, dopiero od 30 lat konstytuującego samodzielne państwo, ułatwia zrozumienie taktyki stosowanej obecnie w zglobalizowanym świecie, oraz logiki jaką kierują się „władcy” (czytaj zausznicy globalnej oligarchii).  

W celu uzyskania władzy, Vucic i jego „formacja polityczna”, musiał uzyskać poparcie światowej oligarchii, wyrażające się dostarczeniem środków finansowych, wsparciem globalnych mediów tzw. „głównego nurtu”, oraz wszelką inną pomocą logistyczną.   W zamian zmuszony był obiecać pełną spolegliwość i dyspozycyjność w stosunku do swych nieformalnych mocodawców. 

Od tego momentu znalazł się między przysłowiowym młotem a kowadłem, wypełniając wszelkie szkodliwe, a nawet zbrodnicze polecenia pryncypałów, koncentrując całą swą energię i inteligencję na „znieczulaniu” społeczeństwa w odniesieniu do narzuconej mu globalistycznej polityki, przy pomocy kłamstw, krętactw, obietnic bez pokrycia, manipulacji grupami społecznymi różniącymi się poglądami i ideologią, a czasem nawet drobnymi taktycznymi ustępstwami na rzecz zarządzanego przez siebie społeczeństwa.   

Wyjątkowa zręczność i całkowity brak skrupułów, umożliwiły mu utrzymanie się na powierzchni do dnia dzisiejszego.  Jednakowoż błędna ocena stanu serbskiego społeczeństwa spowodowała obecne przesilenie.

Poprzez tymczasowe wycofanie się z  drakońskich restrykcji „pandemicznych”  zyska on co prawda trochę czasu, ale wcześniej czy później będzie zmuszony do wypełnienia poleceń globalistów i zainstalowania reżimu sanitarnego.  Dla globalnych oligarchów, takie małe kraje jak Serbia są cennym poligonem konstrukcji globalnego państwa policyjnego w ramach „nowego porządku światowego” (NWO).  Ewentualne „potknięcia”, jak to obecne w Belgradzie, nie wpływają zbytnio na destabilizację regionu i świata, pozwalając zmodyfikować strategię w wyniku popełnionych błędów.   

Podobną metodykę sprawowania władzy stosują pozostali „światowi przywódcy”, choć w zależności od państwa, ich decyzje różnią się diametralnie , skalą, formatem i wywoływanymi efektami, oraz pozorami interesów narodowych. 

Tak funkcjonują obecnie wszyscy „wielcy  tego świata”, tacy jak Xi, Merkel, Putin, Modi, Makron itd., pomimo że ich „opcje polityczne”,  formalna ideologia i „racja stanu” wydają się być diametralnie różne.

Tak funkcjonują również nasi krajowi drobni „przywódcy” jak Duda, Morawiecki, Trzaskowski, czy jakiekolwiek inne indywiduum. 

W ich „niestrudzonej pracy politycznej”, nie ma miejsca na interes narodu, ani nawet na elementarną uczciwość.  Jedyne co się liczy to umiejętność giętkiego lawirowania pomiędzy ich globalnymi pryncypałami a otumanionymi masami wyborców.  Stąd też oczekiwanie na „pozytywne rezultaty” czy choćby „mniejsze zło” są zupełnymi mrzonkami.

Czas do sprzątnięcia tej przysłowiowej stajni Augiasza już dawno minął. Do dyspozycji pozostały jedynie metody nadzwyczajne!

Konfederacka praca u podstaw

W okresach najbardziej beznadziejnych dla Polski, takich jak rozbiory czy okupacja niemiecko-sowiecka, jedną z podstawowych metod walki z wrogiem była organiczna praca u podstaw. Była ona różna, taka jak „tajne komplety” (nauczanie w Generalnej Guberni), umacnianie polskości i katolicyzmu wśród ludu rozdartego rozbiorami, a nawet gospodarcza, z jej najoryginalniejszym przejawem w postaci „wozu Drzymały”. 

Niestety dziś nie ma chętnych na podjęcie się takiej orki na ugorze.  Aby odnieść jakiekolwiek sukcesy we współczesnym społeczeństwie polskojęzycznych „europejczyków”, potrzeba by wielu dziesiątek lat, oraz ogromnego wysiłku i środków materialnych. 

Stąd też „niesystemowe” ugrupowania polityczne, takie jak Konfederacja, ograniczają się do prób wkomponowania się w istniejący, w pełni skorumpowany i niereformowalny, system pseudo-„demokracji parlamentarnej”, pozostawiając postronnym obserwatorom ocenę, czy motywem ich działania jest jedynie chęć zastąpienia obecnej administracji okupacyjnej (POPiSu, etc.) na lukratywnych synekurach, czy  także jakieś motywy głębsze ideowe.

Jakkolwiek by nie było, wysiłki Konfederacji z góry skazane są na niepowodzenie, czego wymownym potwierdzeniem są wyniki wyborów do europarlamentu, sejmu, czy na stanowisko prezydenta. 

Przysłowiową kropkę nad i stawia pełna kolaboracja krajowego kościoła katolickiego z okupantem.

Nie zważając na wprowadzane utrudnienia, w całym okresie mistycznej „pandemii”, nie opuściłem ani jednej mszy świętej, w nadziei na usłyszenie choćby jednego słowa PRAWDY (Chrystusa).  Niestety , pomimo odwiedzin wielu świątyń, spotykała mnie zawsze, coraz bardziej niechlujną (pomijając już restrykcje pandemiczne) rutyna liturgiczna oraz zawsze, bez choćby jednego wyjątku, „koronawirusowa agitacja z ambony”.  

Daje mi to podstawy do hipotezy, że praktycznie cała  hierarchia zaprzedała się już szatanowi, gdyż jego to dziełem jest obecna globalna mistyfikacja „pandemii”.  Efekty tego widać nawet gołym okiem w świątyniach. O ile nawet w „szczycie epidemii” można było zauważyć przynajmniej kilka osób bez kagańców, o tyle dziś można skonstatować pełną uległość absurdalnym nakazom i zakazom „sanitarnym”.  Wszyscy bez wyjątku ustrojeni są w kagańce, a na poczesnym  miejscu, miast Eucharystii, króluje środek dezynfekcyjny. 

Nie inaczej wyglądała moja msza wczoraj, w ostatnią niedzielę.  Przewielebny celebrans pochwalił wiernych za pełną subordynację, dzięki której nasze (dolnośląskie) województwo znalazło się na pierwszym miejscu z ZEROWĄ ilością przypadków koronawirusa. 

Można by się ucieszyć. Nie tylko nie ma już „pandemii”, ale w ogóle „śmiercionośnego wirusa”.  Znieśmy więc restrykcje!  O, co to, to nie!  Logika jest bowiem taka, że ponieważ środki prewencyjne (kagańce, dystans socjalny, itp.) okazały się skuteczne, to należy uznać je za „nową normę”!  W przeciwnym bowiem przypadku, „straszliwy wirus” może powrócić!  Mało tego, z mediów wiemy, że już powraca! Koniecznym więc będzie zastosowanie nowych jeszcze ostrzejszych restrykcji, takich jak pełny monitoring przemieszczania się ludności i stosowne pozwolenia na tą praktykę.  Nie jest to nic nowego!  Od momentu „wybuch pandemii”, z powodzeniem są one stosowane w takich „przodujących” państwach, jak Chiny, Rosja, USA, Korea Południowa, etc.

Reasumując, przed naszymi oczami rozwija się proces pełnego zniewalania społeczeństwa w całości, jego cząstek w postaci lokalnych społeczności i rodzin, oraz każdej z osób indywidualnie.  Niszczone są naturalne Bogiem ustanowione więzi, a miast nich pojawiają się bariery.  Nie ma już koncepcji „bliźniego”, bo zastąpił ją termin „zagrożenia sanitarnego”, na podobieństwo tego jakie stanowią dla nas szczury i inne gryzonie. 

Władcy i ich krajowi administratorzy nie usiłują już nawet maskować swych poczynań.  Doświadczenia ostatnich miesięcy wskazują dobitnie, że mogą oni robić z ludzkim bydłem cokolwiek zechcą! 

Tak więc zagrożenie jest bezprecedensowe i stosunkowo łatwe do wykazania. 

Trudno jest wytłumaczyć przeciętnemu człowiekowi system unijnego wyzysku w stosunku do III RP, bo nie pojmuje on nic poza, lansowaną przez propagandę,  mityczną „manną z nieba” w postaci „dotacji”.  

Łatwiej natomiast jest wytłumaczyć szkodliwość „zarządzeń sanitarnych”, powodujących dyskomfort osobisty, utratę autentycznej opieki zdrowotnej, gdyż infrastruktura medyczna skoncentrowana jest na terrorze epidemiologicznym, utratę źródeł utrzymania związanych z dławieniem gospodarki, a nawet brak trywialnego wypoczynku wakacyjnego sprawionego ograniczeniami komunikacyjnymi. 

Trudno jest oczekiwać od nastolatków, by przysłuchiwali się przemówieniom sejmowym Konfederatów, czy od staruszków, by śledzili w internetowych telewizjach ich złotych myśli. 

Można jednak założyć, że przekazywanie informacji o mistyfikacji epidemiologicznej, w najprostszej nawet formie ulotek rozdawanych w miejscach publicznych, może w końcu dotrzeć do świadomości ogółu.  Jeśli nie teraz , to po którejś z kolejnych „fal epidemii”, kiedy to sytuacja stanie się nieznośna dla każdego.  Wtedy ogół może zaakceptować „przywódczą rolę Konfederaci” i wprowadzić ją na salony władzy.

Pomyślcie o tym panowie Konfederaci.  Czy nie lepiej jest, zamiast legitymizować wybory kolejnej ekipy administracji okupacyjnej, skierować wysiłek i skromne zasoby materialne, na akcję informacyjną, ukazującą prawdziwe oblicze okupanta i jego krajowych pachołków?  

Odnośne refleksje po pierwszej turze wyborów

No i szczęśliwie dobrnęliśmy do półmetka wyborów prezydenckich.  Społeczeństwo jak zwykle popisało się mądrością polityczną oddając swe głosy na to co w skrócie można określić mianem POPISu.  Przy tym nie uważam by pozostali kandydaci byli jakoś lepsi.  Nie, jakie społeczeństwo, tacy kandydaci.  Jednakowoż teraz bez nadmiernego wysiłku intelektualnego będzie można wybrać pomiędzy dżumą a cholerą. 

Informacje z komisji wyborczej mówią o wzorowym zachowaniu się głosujących.  Praktycznie wszyscy stawili się na tą historyczną chwilę w gumowych rękawiczkach, kagańcach i przyłbicach.  Niestety nie było wśród nich osób ze śmigiełkami na głowach.  Przyłbice tak, a śmigiełka łebskie nie!  Ten paradoks wynika z tego, że nasze troskliwe władze nie chcąc nadmiernie straszyć społeczeństwa, nie rozpowszechniały najnowszych wynurzeń wybitnych ekspertów, mówiące o tym, że koronawirusy koncentrują się zwykle w formie aureoli nad głowami i jeśli w porę nie zostaną rozpędzone zawirowaniami śmigiełka, to próżnia pomózgowa wsysa je do środka powodując infekcję całego organizmu. 

Być może na drugą turę wyborów uda się władzom zabezpieczyć odpowiednią liczbę śmigiełek, tym bardziej, że z mediów dochodzą trwożne informację o przypadku zarażenia się na Antarktydzie śmiercionośnym koronawirusem dwu pingwinów, które nie przestrzegały zalecanego przez Światową Organizację Zdrowia dystansu socjalnego. 

Osobiście od lat nie uczęszczam na wybory, by nie legitymizować elekcji jakiejkolwiek mafii na kolejnych administratorów władzy okupacyjnej.  Jednakowoż w tej drugiej turze  zrobię wyjątek, gdyż będą to zapewne ostatnie wybory na prezydenta.  Następne, jeśli w ogóle nastąpią, niewątpliwie dotyczyć będą już stanowiska  „Wielkiego Sanitariusza” oddziału globalnej psychuszki zwanego III RP.

Byłoby nietaktem, by w tym miejscu nie wspomnieć o roli kościoła, jako propagatora PRAWDY w omawianym zagadnieniu.

Podczas niedzielnej mszy konwentualnej w kościele Dominikanów we Wrocławiu,  celebrans jak zwykle odniósł się do gorącego tematu pandemii, przekonując zgromadzone baranki, o konieczności noszenia kagańców. 

Ja wiem że to jest męczące-stwierdził-ale wytrzymajcie jeszcze trochę, a (dopowiedzenie już mojego autorstwa) zapomnicie, że kiedyś w ogóle ich nie nosiliście i wszystko wróci do normy. 

Niektórzy z was twierdzą-ciągnął dalej-że spotkanie chorego na koronawirusa, to tak jak wygranie miliona w lotka,  ale nie zapominajcie, że każde życie jest bezcenne, a ludzie umierają, jak mój przyjaciel z Petersburga.

Przewielebny nie doprecyzował co prawda, czy przyjaciel zmarł na koronawirusa, ale jakie to ma w końcu znaczenie?!  Kiedy elementarna logika podpowiada, że jeśli ktoś umrze w Petersburgu, to wszystkie baranki we wrocławskich kościołach powinny nosić kagańce!

W wielu swych poprzednich artykułach próbowałem wyjaśniać, czemu to nasi światowi władcy, poza wrodzonym im sadyzmem, narzucają ludzkości globalną psychuszkę?  Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu tłumaczyć tego pacjentom i ich irytować.  Im potrzebny jest spokój i maksymalne ograniczenie wolności, zarówno fizycznej jak i umysłowej, bo dzięki tym restrykcją mniej sobie krzywd uczynią. 

Tak też postępują nasi władcy.  Krok po kroku po cichu wpychają ludzkość w kaftan bezpieczeństwa.  Teraz, przed kolejną edycją pandemii, zaplanowaną na wrzesień, proces ten odbywa się ostrożnie, bez zbędnych fanfar i anonsów. 

Przekonałem się o tym próbując zaplanować wakacyjną podróż lotniczą.  Wirtualnie można zakupić dowolny lot na dowolny czas i w dowolne miejsce globu.  Możliwość z jego skorzystania zależy jednak od „wymogów sanitarnych” w danym miejscu i czasie, a te według anonsów linii lotniczych zmieniają się dynamicznie „z dnia na dzień”. Gwarancję ma się więc jedynie na to, że wyda się pieniądze na bilet i nie poleci się nigdzie.  Z drugiej zaś strony dynamicznie rozwija się doskonale zorganizowany i sfinansowany nielegalny przemyt emigrantów do Europy.  Tak więc przepływ ludzi jest taki na jakim zależy globalnej oligarchii, a nie taki jakiego pragną pacjenci.

Na dzień dzisiejszy, de facto, jesteśmy ograniczeni do własnych państw, ale proces nieubłaganie posuwa się do przodu.  Po następnych falach pandemii, zostaniemy ograniczeniu, do regionów, miast, potem dzielnic naszych miast, w takim zakresie, w jakim będzie to potrzebne oligarchom. 

I nic się na to nie poradzi.  W końcu dom wariatów, to dom wariatów!

Krytyczne zagrożenia wynikające z kontynuacji elektronicznej fatamorgany

Globalistów od dawna prześladuje świadomość bolesnego faktu, że kilka miliardów pospólstwa na naszej planecie, nie tylko nie jest im do niczego potrzebne, ale wręcz przeciwnie , stanowi ciągłe zagrożenie potencjalną destabilizacją nowego porządku światowego (NWO).    

Alternatywą dla tej sytuacji byłaby wojna światowa z użyciem broni masowego rażenia, która wyniszczyłaby gros populacji.  Nikt nie mógłby jednak zagwarantować globalistom ich komfortu w powojennym świecie. 

Z tego też powodu zrodził się przed dekadą genialny projekt globalnej mistyfikacji epidemiologicznej.  Czysto „medyczny powód” pozwoliłby sterroryzować strachem i zatomizować „społecznym dystansem”  niemal całą ludzkość, oraz wprowadzić, jako logiczną terapeutyczną konsekwencję, przymusowe globalne „szczepienia” odpowiednim preparatem depopulacyjnym. 

Projekt ten, jakkolwiek genialny, wymagał spełnienia  jako warunku sine qua non totalnego wynaturzenia ludzkości.  Bowiem, w swojej masie, tylko istoty całkowicie pozbawione umiejętności rozeznawania otaczającej ich rzeczywistości, mogłyby stać się ofiarami takowej mistyfikacji, oraz  jej przekupnymi wykonawcami.

Bowiem do wdrożenia takiego projektu w życie, potrzeba w skali globalnej, milionów „polityków”, „dziennikarzy”, informatyków, „medyków”, a także „służb porządkowych”.  Ktoś musi 24/7 tumanić motłoch poprzez propagandowe media, kłamać na temat statystyk i  „medycznych konsekwencji epidemii”, wymuszać na obywatelach uległość w odniesieniu do drakońskich, pozbawionych sensu i logiki, ale za to niezwykle szkodliwych ograniczeń funkcjonowania społeczeństwa.   

Nawet najbardziej podły i sprzedajny człowiek, musi zdać sobie sprawę, jakie konsekwencje wdrożenia tego zamysłu w życie, będą jego udziałem i w naturalnym odruchu instynktu samozachowawczego, przeciwstawić się temu projektowi ze wszystkich sił.

 Niestety takowej reakcji u ŻADNEGO  ze „światowych przywódców” i innych wymienionych powyżej „luminarzy”,  nie można zauważyć. Kontynuują oni nadal teatrzyk kukiełkowy dla pospólstwa udając konflikty, animozje, oraz różnice poglądów w większości kluczowych problemów świata.  Wyjątek stanowi jedynie ich zaskakująca zgodność co do natury „globalnej pandemii”.

W celu weryfikacji powyżej zaobserwowanych faktów,  globaliści wyszli  wprzódy z pierwszym stadium „pandemii”, jako projektem pilotażowym, bacznie obserwując reakcje społeczne.  Spolegliwość i bezmyślność przygniatającej większości populacji globu, wypełniającej zbrodnicze polecenia „władz”, udowodniły ponad wszelką wątpliwość całkowite wynaturzenie  tejże większości, a światowych władców w pierwszej kolejności. 

Jednakowoż, w przeciwieństwie do Dzieci Bożych, istoty te będące de facto tworem szatana, cechują się koniecznością nieustannego ładowania elektroniczną wirtualną fatamorganą w celu zagwarantowania ich całkowitej separacji od otaczającej realnej rzeczywistości.  Wyłączenie, tak jak odcięcie źródła prądu robotowi, spowoduje ich całkowitą bierność.  Aliści, w miarę upływu czasu, zaczną do nich wracać naturalne odruchy ludzkie, a co za tym idzie świadomość rzeczywistej sytuacji. 

I cóż zobaczą?

Nędzę i bezrobocie spotęgowane ostatecznym załamaniem się zbankrutowanego system gospodarczego.

Totalne zniewolenie zakazami i nakazami ekonomów zarządzających nimi w imieniu globalnej oligarchii.

Pełną atomizację społeczną powodującą ostateczny rozpad tych resztek naturalnych więzi cywilizacyjno-kulturowych, które jeszcze funkcjonowały przed obecną mistyfikacją koronawirusową.

Pełne upodlenie w ich własnych oczach, poprzez  poddanie się groteskowym i poniżającym godność Dziecka Bożego poleceniom sług szatana: kagańcom, rękawiczkom, pomiarom temperatury, obowiązkowym „szczepieniom”, itd., itd.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ujrzenie przez nich faktycznej rzeczywistości, może skutkować nie tylko szokiem, ale również gwałtowną reakcją społeczną, niezbyt bezpieczną dla rządzącej oligarchii.

Stąd też wynikają  „prognozy” o nieuchronnym nadejściu kolejnej fali pandemii i to już we wrześniu. Unisono tych przepowiedni rozlegających się ze wszystkich zakątków planety, świadczy o poważnym podejściu globalnej oligarchii do drugiego etapu tego imponującego projektu.  Jakiekolwiek opóźnienie w jego wdrożeniu mogłoby  bowiem skutkować opisanymi powyżej konsekwencjami.

Tym, którzy ciągle jeszcze nie zatracili  kontaktu z realiami, pozostaje  natomiast jedynie modlitwa o rychłą interwencję Stwórcy w ten szatański projekt! 

Koronawirus a złośliwość Stwórcy

Filantropii i dobroczyńcy Ludzkości, tacy jak Bill Gates, George Soros, bankierzy nowojorskiej Wall Street, londyńskiego City oraz ich usłużni agenci stanowiący „elity” nowoczesnych społeczeństw XXI wieku, nie od dziś borykają się z trudnościami w swej walce o lepsze jutro Człowieka.

Globalna mistyfikacja pandemii koronawirusa, obok innych niezbywalnych walorów, dała im niepowtarzalną szansę wyprodukowania szczepionki przeciw temu śmiercionośnemu zagrożeniu i globalnego jej zastosowania w celu depopulacji naszej planety.

Tymczasem nieprzewidywalne zachowanie się wirusa, krzyżuje im szyki.  W mediach głównego nurtu zaczynają pojawiać się narzekania wybitnych wirusologów, że samoistne gwałtowne zanikanie wirusa uniemożliwia im prowadzenie studiów epidemiologicznych niezbędnych do wypracowania wspomnianej szczepionki:

https://www.washingtonpost.com/world/europe/coronavirus-vaccine-trials-astrazeneca-moderna/2020/06/09/48f28fea-a414-11ea-898e-b21b9a83f792_story.html

https://www.thenational.ae/world/oxford-covid-19-vaccine-trial-running-out-of-uk-virus-exposure-to-complete-tests-1.1024564

https://www.anti-empire.com/uk-vaccine-team-vaccine-is-now-in-a-race-against-virus-disappearing/.

Takie zachowanie wirusa nie można określić inaczej niż wyjątkową złośliwością Stwórcy!  Zmarnować tyle wysiłku kwiatu współczesnych „uczonych”, to chwyt poniżej pasa!

Na szczęście nie wszystko jeszcze stracone! Przed nami druga odsłona „pandemii” zaplanowana na wrzesień tego roku.  Jest nadzieja, że do tego czasu „uczeni” owi wypuszczą ze swych laboratoriów broni biologicznej jakiegoś innego bardziej zajadłego syntetyka i z marszu rozpoczną pracę na stosowną nań szczepionką.

Pomimo to zrozumiałe jest rozgoryczenie naszych, wspomnianych na wstępie artkułu, „dobroczyńców”, jak również ich zakłamanej maszyny propagandowej tak zwanych „mediów głównego nurtu” oraz „wybitnych polityków” wszelkiego autoramentu i narodowości. 

Mnie osobiście nurtuje natomiast fakt, że nikt z członków „nowoczesnych społeczeństw” nie zadaje oczywistego wydawałoby się pytania:  PO CO NAM SZCZEPIONKA NA SAMOISTNIE ZANIKAJĄCEGO WIRUSA?

O kagańcach, rękawiczkach gumowych, odstępach epidemiologicznych i całej pozostałej masie nakazów, zakazów, ograniczeń i restrykcji już nie wspomnę.  Choćby z tego powodu, że zapamiętać takiej wyliczanki rozumni obywatele i tak nie byliby w stanie.

Tak więc przyszłość zapowiada się ciekawie!

Rozgrywka Boga z Szatanem na polu ludzkiej totalnej głupoty i bezmyślności.

Ciekawe co z tego wyniknie?

„Planned-demic” koronawirusa i co z niej wynika

Jak to nazywają w wolnych (niszowych) anglojęzycznych mediach „plannned-demic”  (pandemia kpronawirusa) nie ustępuje i to w skali globalnej.

Oczywiście nie jest to akcja promowana przez jeden rząd , nawet najpotężniejszy, ale manifestacja masowej psycho-operacji, koordynowanej przez globalną oligarchię, która to pociąga za sznurki wszystkich znacznejszych „rządów” świata, demonstrujących swą „zapobiegliwość” w oczach społeczeństwa.

Dla porównania „epidemia świńskiej grypy” z 2009 roku, według oficjalnych danych,  zainfekowała  61 milionów Amerykanów (https://www.thetruthseeker.co.uk/?p=208757), ale nikt nie wpadł na pomysł, socjalnego dystansu, dławienia gospodarki, zakazu poruszania się, itp.

Dziś króluje filozofia „ratowania choćby jednego życia”.  Czemuż więc nie rozciąga się tej „filozofii” na inne dziedziny życia?  Tylko w USA, 35 tysięcy osób ginie rocznie w wypadkach samochodowych.  Dlaczego więc nie zakazuje się ruchu kołowego?  Pytanie to pozostaje bez oficjalnej odpowiedzi.

Nieoficjalnie możemy domniemać, że celem „planned-demic” są następujące sprawy:

  • Załamanie globalnej gospodarki i przejęcie jej zadłużenia przez banki globalnych oligarchów;
  •  Usprawiedliwić nakaz globalnych obowiązkowych szczepień przeciw koronawirusowi;
  • Globalnej koordynacji tzw.  ID2020 satelitarnej identyfikacji i kontroli ludności;
  • Zredukowanie globalnej populacji poprzez  przymusowe szczepienia szkodliwymi substancjami, oraz pośrednio poprzez zaniechanie rutynowej opieki zdrowotnej nad populacją;
  • Uwiarygodnienie jednego globalnego rządu, który jedynie jest w stanie zapobiec skutkom „straszliwej pandemii”;
  • Przetestować i usprawnić systemy kontroli obywateli w ramach państwa policyjnego;
  • Użyć groźby wirusa, jako pretekstu do eliminacji pieniądza papierowego i zastąpienia go całkowicie transakcjami elektronicznymi, podlegającymi pełnej kontroli globalnej  oligarchii.

W kontekście naszego unijnego podwórka, na czoło „przodujących państw” wysunęła się Hiszpania, która podpisała cyrograf z Billem Gatesem (https://www.anti-empire.com/country-formerly-known-as-spain-decides-to-institute-a-permanent-covid-dystopia-flog-itself-to-death/) odnośnie metod zarządzania społeczeństwem do czasu powszechnego przymusowego szczepienia. 

W skład „pakietu” wchodzi, między innymi, permanentny obowiązek „socjalnego dystansu”, noszenia kagańców pod karą grzywny €100, ograniczenia wizyt domowych, itd.

Przy czym znamienne jest to, że masowe demonstracje przeciw „dyskryminacji rasowej” , gromadziły w Madrycie i Barcelonie setki tysięcy demonstrantów, nie  przestrzegających „dystansu socjalnego” i obowiązku noszenia kagańców, a pomimo to cieszyły się poparciem władz i mediów głównego nurtu, które motywowały taką postawę faktem, że  „biała rasa jest niebezpieczniejsza od koronawirusa”.

Wydawałoby się, że taka argumentacja powinna wzbudzić jakieś odruchy myślowe w białej większości hiszpańskiego społeczeństwa, ale jak pisze autor cytowanej publikacji: „ przygniatając większość populacji jest tak głupia, że akceptuje wszystko co podsuwa jej rząd i media.  Tak, że nie pozostała już żadna nadzieja….”

Reasumując, bez względu na kraj i sytuację cywilizacyjno-kulturową, pełna bezmyślności i bierność obywateli, gwarantuje globalistom osiągnięcie  zamierzonych przez nich celów.

Łukaszenko, Białoruś versus demokracja w kagańcu

Białoruś mieni się być jedynym państwem w Europie, które całkowicie zignorowało wymagania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), finansowanej i sterowanej przez Billa Gatesa, w momencie ogłoszenia przez nią światowej pandemii koronawirusa.

Sprawcą tej „zbrodniczej decyzji” był tamtejszy „dyktator”  Aleksander Łukaszenko.  Pomimo, ze sam określa się jako agnostyk, to pozwolił swym obywatelom żyć i pracować dla własnego dobra „Jak Pan Bóg Przykazał”.   

Kontrastuje to dramatycznie z postawą „chrześcijańskiego” polskiego Kościoła Katolickiego, który nie tylko nie wspomagał wiernych w próbach życia „Jak Pan Bóg Przykazał”, ale współpracując z władzami państwa, a co za tym idzie z ich szatańskimi mocodawcami, gorliwie promował „outsourcing” idei „ora et labora”  do sfery telepatycznej. 

Takie postępowanie „dyktatora” Łukaszenki, nie mogło pozostać beż odpowiedzi „sił rozsądku i wolności”. 

Już od kilku tygodni nasila się na Białorusi kampania wymierzona w jego osobę (https://www.msn.com/en-us/news/world/new-wave-of-belarus-opposition-wants-to-oust-strongman-president/ar-BB159glU).  Co ciekawsze , obok zwyczajowej retoryki o „wolności, demokracji i wolnym rynku”, „aktywiści” dobrowolnie, jako znak rozpoznawczy, pozakładali sobie „maseczki”, jak to się nazywa pieszczotliwie w Polsce. 

Ten wymowny gest ilustruje sedno sprawy, a mianowicie dążenie pewnego segmentu społeczeństwa do dobrowolnego zniewolenia, demonstrowanego kagańcami, czyli de facto współczesnym apokaliptycznym „Znakiem Bestii”.

Oczywiście szkody zdrowotne, wynikające z noszenia tego znamienia, są niczym w porównaniu z osobistym upodleniem się w stosunku do Bestii i świadectwem swej bezgranicznej głupoty.  W brylującej już w zachodnim świece III RP, dobrowolnie pieczętuje się Znakiem Bestii, około trzy czwarte populacji, co łatwo dziś oszacować, po zniesieniu formalnych nakazów władz, rozglądając się nieco na ulicach polskich miast. 

Czas pokaże ilu jest naśladowców tego trendu na Białorusi.  Wbrew pozorom nie jest to nieistotne zagadnienie.  Od niego zależy nie tylko los Łukaszenki i Białorusi, ale całego regionu, który pozbawiony nawet tego jednego przykładu normalności, będzie się dalej staczał w otchłań piekielną.

III RP na jedynie słusznej drodze do chińskiego ładu

Rzut oka na tytuły polskojęzycznych mediów głównego nurtu utwierdza w przekonaniu, ze „pandemia” nie tylko nie skończyła się , ale zaczyna rozprzestrzeniać się z nową mocą.  

Nie ma w tym nic zaskakującego.  „Władza” bacznie obserwuje społeczeństwo i w zależności od jego reakcji dostosowuje swe posunięcia do aktualnych możliwości, oczywiście motywowanych jedynie słuszną walką z mitycznym koronawirusem.

W swojej nieskończonej łaskawości administracja zezwoliła na przebywanie w miejscach publicznych bez kagańców.  Pomimo to około 75% populacji paraduje w nich dobrowolnie.  Aż sami się proszą by im „dowalić” nowe ograniczenia, oczywiście w „dobrze pojętym społecznym interesie”.

Władcy zezwolili też na częściowe otwarcie sektora hotelowego, przy czym można obecnie wynajmować jedynie co drugi pokój.  I tu należy docenić wiarę władz w wysoką inteligencję koronawirusa, który bezbłędnie rozpoznaje obiekty hotelowe i atakuje bez pardonu tych zasiedlających je  w sprzeczności z obowiązującymi normatywami, a omija bloki mieszkalne, gdzie nie tylko każdy lokal jest zasiedlony, ale na dodatek wieloosobowymi rodzinami.    Koronawirus zdaje sobie bowiem sprawę, że te ostatnie są przeznaczone do „kwarantanny” (aresztu domowego) populacji i w związku z tym należy je zostawić w spokoju.

Pozostawiając na boku inne absurdy „walki z wirusem”, warto zastanowić się do czego ta bezmyślna bierność populacji może doprowadzić. 

W tym celu warto prześledzić sytuację w jeszcze biedniejszych krajach III Świata.  Reportaż z Bogoty, stolicy Kolumbii rysuje przyszłość do jakiej szybkimi i „rozumnymi” krokami zmierza społeczeństwo III RP:

https://www.anti-empire.com/across-colombia-red-flags-of-despair-fly-as-harsh-covid-lockdown-is-extended-for-a-third-time/.

Większość społeczeństwa Kolumbii funkcjonuje w „szarej szefie”, co oznacza że nie ma tytułu do żadnej pomocy socjalnej.  Od dłuższego czasu znajduje się ona w areszcie domowym.  Nie ma prawa wychodzenia z domów i podejmowania  jakiejkolwiek pracy zarobkowej, za wyjątkiem tych którzy już zostali eksmitowani za niepłacenie czynszu i mają status bezdomnych/bezrobotnych. 

Po długotrwałym areszcie domowy, w rodzinach szerzy się przemoc, choroby nerwowe i psychiczne, alkoholizm, narkomania i tym podobne dobrodziejstwa walki z koronawirusem.  Ci którzy znajdują się już na granicy śmierci głodowej wywieszają z okien czerwone chorągiewki oznaczające apel o pomoc.

Według lokalnych komentatorów, sytuacja jest już tak krytyczna, że w najbliższym czasie należy oczekiwać eksplozji społecznych protestów, chyba że większość zdecyduje się w spokoju własnych domów doczekać śmierci głodowej.  Czas pokaże czy Kolumbijczycy dorównują już poziomowi zwierzętom i będą walczyć o swe biologiczne przetrwanie, czy też ciągle jeszcze znajdują się poniżej tych istot i z rezygnacją biernie dadzą się zniszczyć śmiercią głodową. 

Oczywiście III RP, to nie Kolumbia, ale kolonia Unii Europejskiej i przypadki śmierci głodowej, jak na razie nie wchodzą w rachubę.  Czego więc można się spodziewać?

Zapewne dalszego wdrażania modelu chińskiego, który okazał się „wiodącym w walce z pandemią”.  Pandemia skończyła się wspaniałym zwycięstwem „klasy robotniczej” nad „kapitalistycznym wirusem”, ale system pozostał na miejscu.   Każdy z dorosłych obywateli ma na swej komórce aplikację śledzącą jego poruszanie się.  Mijając wszechobecne punkty kontroli, delikwent musi okazać na swym  telefonie prawo przemieszczania się, oznaczone zielonym znakiem.  Jeśli nie ma takowego to ukazuje się czerwony znak, oznaczający zakaz przejścia.  W rosyjskojęzycznym  programie informacyjnym państwowej chińskiej telewizji, obserwowałem sposób działania tego systemu.  Nieszczęśnikowi, który szedł do pracy w biurowcu, wyświetlił się kolor czerwony,   uniemożliwiając wejście do budynku.  Z przerażoną miną tłumaczył się on przed kamerami ze swej „niewinności’. Zapewne był to jakiś błąd systemu, ale w półtoramiliardowym społeczeństwie nie łatwo mu będzie dojść do sedna sprawy.  A może się okazać, że czerwone światełko wyświetli się też przed wejściem do jego własnego domu lub sklepu spożywczego.  Wtedy i on może dostąpić losu kolumbijskich pariasów.  A globalistyczni władcy dalej będą bawić się zmianami kryteriów poruszania się ludności w zależności od swych nastrojów i bieżących wytycznych globalnej oligarchii finansowej.

Przypuszczalnie ten system będzie się cieszył w Polsce szeroką akceptacją  społeczeństwa, a zwłaszcza tej najmłodszej , błyszczącej wprost intelektem, jego części.  Z kagańcami na otworach gębowych i komórkami przed ślepiami, będą mogli całkowicie się zrelaksować i wyłączyć ostatnią funkcjonującą szarą komórkę.

Co będzie z normalną mniejszością społeczeństwa?  Być może znajdzie przytułek w zakładach psychiatrycznych?!

Podzwonne Ameryce i koronawirusowi?

Obecne rozruchy w Stanach Zjednoczonych wydają się być logiczną konsekwencją pierwszej tury „pandemii”.  Jej rezultaty rozczarowują sprawców afery. 

Syntetyczny wirus wypuszczony w taki czy inny sposób w Chinach, okazał się „cherlakiem”  jak wszystkie sztuczne produkty broni biologicznej.  Z jakichś powodów nawet najbardziej złośliwe syntetyczne wirusy tracą swą moc w kolejnych mutacjach.  Stąd też, z jednej strony niekończące się próby stworzenia produktu bardziej trwałego w ewentualnym konflikcie, a z drugiej nagła potrzeba zagospodarowania owoców pierwszej tury pandemii, gdyż druga może się nie powtórzyć.  Głupota zachodnich społeczeństw, jakkolwiek gigantyczna, nie jest jednak bezgraniczna i ponieważ miast obiecywanych setek tysięcy ofiar koronawirusa, z dużym trudem udało się naciągnąć dane statystyczne na pojedyncze tysiące, to opór przed kolejną odsłoną „terroru sanitarnego” może okazać się zbyt wielki do zainicjowania drugiego jego aktu.

Należy więc kuć żelazo póki gorące, w momencie kiedy katastrofalne efekty ekonomiczne „dławienia gospodarki” i „dystansu socjalnego” już zaczęły dawać znać o sobie.  Zamieszki w Minneapolis spowodowane były demonstracją ludności przeciw powyższym pociągnięciom.  Stan Minnesota zamieszkiwany jest głównie przez ludność białą pochodzenia niemieckiego i na filmach z bezzałogowych samolotów widać wyraźnie, że skład etniczny protestantów odpowiadał demografii stanu.  Trudno było zauważyć wśród protestujących kolorowych.  A jednak udało się władzom znaleźć jakiegoś murzyna i pozbawić go życia w komisariacie, powodując tym samym wybuch nienawiści w całym kolorowym społeczeństwie USA. 

Przy czym użyty termin „władza” nie jest jednoznaczny.  Na obecnym etapie rozpadu Stanów, nie ma już jednego centralnego jej ośrodka.  Funkcjonują niezależnie różne odłamy deep state, oraz przypadkowa zbieranina otoczenia Trumpa, któremu te pierwsze nie mogą dać spokoju ze względu na zajęcie przezeń stanowiska prezydenta, które w „wolnych amerykańskich wyborach” przeznaczone było innej marionetce.    

Tak czy inaczej korzyść z zamieszek już teraz jest widoczna.  Poszczególne stany mobilizują Gwardię Narodową i proszą rząd federalny o „pomoc” militarną, która jest sprzeczna z Konstytucją Stanów Zjednoczonych, zabraniającą używania wojska w celach policyjnych na terytorium kraju (https://www.militarytimes.com/news/your-military/2020/05/30/minnesota-governor-orders-full-guard-mobilization-asks-pentagon-for-additional-help-with-civil-unrest/, https://news.antiwar.com/2020/06/01/esper-calls-on-states-to-dominate-the-battlespace-trump-deploying-heavily-armed-troops-in-dc/, https://www.nbcnews.com/politics/politics-news/trump-considering-move-invoke-insurrection-act-n1221326).

Oficjalnie zaczyna się też prowadzić elektroniczny monitoring ludności, również formalnie niezgodny z obowiązującym prawem.  Innymi słowy, rządząca de facto oligarchia finansowa, chce wdrożyć już teraz  wszystkie posunięcia zaplanowane na drugą turę epidemii.

Nie będzie wyolbrzymieniem stwierdzenie, że od tego jak potoczą się losy amerykańskiej rewolucji/wojny domowej/powstania, zależeć będą losy Ludzkości. 

Zawoalowana rola Chin w konstrukcji globalnego gułagu

Obok wielu innych ogólnie odczuwanych rezultatów (https://www.washingtonexaminer.com/news/mass-casualty-incident-over-600-doctors-sign-letter-warning-trump-of-dangers-of-continued-lockdowns), „casus koronawirusa” zmusza do zmiany paradygmatu postrzegania „nowego porządku światowego” (NWO).

Dotychczas, w tym kontekście, analizowało się zmagania USA, reprezentanta „jednobiegunowego” NWO ze zwolennikami „wielobiegunowego” porządku suwerennych państw, takich jak Rosja czy Chiny.

Zwłaszcza w przypadku stosunków amerykańsko-chińskich, przepaść dzieląca te państwa wydawała się niemożliwa do likwidacji.  Jednakowoż, łatwość z jaką USA i prawie wszystkie państwa świata zareagowały na „pandemię koronawirusa”, zmusza do spojrzenia na sprawy w innym świetle. 

Przy czym nie warto spekulować, czy zapoczątkowana w Chinach „pandemia”, była przypadkowa, czy też z premedytacją zaplanowana oraz kto ją ewentualnie wyreżyserował.  I tak nie poznamy gwarantowanych odpowiedzi na te drugorzędne pytania.

Hasłem do dławienia światowej gospodarki, aresztu domowego jej populacji i innych środków „sanitarnych” (czytaj: totalitarnego terroru), stały się „modele infekcyjne” opracowane przez „naukowców” z Cambridge i USA, przewidujące śmiertelność z powodu wirusa 15 krotnie wyższą niż okazała się ona w istocie.  Przy czym nie jest to „plotka niszowych oszołomów”, ale oficjalne przyznanie się do „błędu” winowajców.

Takie „błędy” zdarzały się już wielokrotnie w przeszłości, tylko na mniejszą skalę. 

Dla przykładu zacytuję tu sławetny casus „broni masowego rażenia” rzekomo posiadanej przez Irak, który to stał się pretekstem do rozpętania zbrodniczej agresji przeciw temu państwu, trawiącej do dziś i pochłaniającej miliony istnień ludzkich.  Collin Powell, który wymachiwał w Radzie Bezpieczeństwa ONZ fiolką z „iracką bronią chemiczną”, oficjalnie przyznał się do „błędu”.  Pomimo to ani on ani jego zbrodniczy pryncypałowie nie ponieśli żadnych konsekwencji.  Zdegenerowaną zachodnią opinię publiczną takie drobiazgi jak zbrodnie przeciw ludzkości w ogóle już nie obchodzą.   

Globaliści, zdający sobie z tego sprawę, nie zawahali się na obecną największa w historii ludzkości, mistyfikację pseudo epidemii koronawirusa.  I dziś nikomu włos z głowy nie spadnie i „renomowani uczeni”, oraz „wybitni światowi przywódcy”, będą niezmienne brylować na globalistycznych salonach i decydować o losach świata.

W następnej odsłonie „epidemii”, którą już zapowiadają, „pomyłka” modelu może okazać się nie 15-to, ale 50-cio krotną i wtedy wszyscy znajdziemy się w areszcie domowym, szpitalnej „kwarantannie”, lub klinice psychiatrycznej zarezerwowanej dla tej mniejszości, która w „pandemię” nie uwierzy.   

Od wielu już dekad Stany Zjednoczone prowadzą rozpasaną politykę finansową w odniesieniu do jedynej rezerwowej waluty jaką mieni się być dolar. Do tej pory kolejne kryzysy amerykańska Federal Reserve mitygowała przy pomocy elektronicznie generowanych astronomicznych sum tej waluty. Gdyby musiała ją drukować, na świecie zabrakłoby drzew do produkcji papieru na ten cel.  To „wirtualne „bogactwo” szło jak do tej pory wyłącznie do kieszeni przysłowiowego 1% bogaczy, nie przedostając się do ogólnego obiegu.  Powodowało to jedynie inflację papierów wartościowych oraz nieruchomości, jako tych aktywów w które owi globaliści inwestowali. 

Również przy pomocy obligacji denominowanych w dolarach, Ameryka zadłużała się za granicą, głównie w Chinach. 

Gdyby Chińczycy chcieli, to sypiąc na rynek wszystkie te obligację w oka mgnieniu rzuciliby Stany na kolana jako największego w historii bankruta.  Pomimo gigantycznych kontrowersji panujących pomiędzy tymi państwami, nie uczynili jednak tego!  Do tej pory tłumaczyło się to chińskim wyrachowaniem, które stymulowało stopniowe wyzbywanie się amerykańskich obligacji, bez powodowania gwałtownego spadku ich wartości w formie ostrożnego wykupywania w świecie konkretnych dóbr, takich jak fabryki, nieruchomości, czy surowce.

W momencie zdławienia gospodarki amerykańskiej pod pretekstem walki z „pandemią”, władze postanowiły „spacyfikować” nastroje najbiedniejszych, którzy w wyniku tego masowo tracili zatrudnienie.  Do tego celu  zastosowali $600 comiesięczny „dodatek” do zasiłku dla bezrobotnych.  W jego rezultacie dochody biedoty „na bezrobociu” okazały się wyższe niż „w pracy”.  Teraz żyją lepiej bez wysiłku, mogąc całą dobę nie ruszać się z tapczanu i oglądać głupawe programy telewizyjne.   Tym razem jednak poważne konsekwencje, w postaci gwałtownej inflacji, będą ogólnie widoczne. 

W tym kontekście, coraz częściej zadaje się pytanie, czy polityka masowej emisji dolara przez Federal Reserve jest bezgraniczna?  I czy żadnych negatywnych konsekwencji z jej powodu nie będzie dla USA?

Na to krytyczne pytanie stanowi odpowiedź byłego oficjela Federal Reserve, zawarta w tym artykule: (https://www.mises.org.br/article/3238/por-que-ha-uma-escassez-de-dolares-no-mundo-apesar-das-macicas-injecoes-do-fed

https://www.anti-empire.com/why-is-there-an-enormous-global-dollar-shortage-despite-the-feds-massive-injections/).

Fundamentem strategii amerykańskich bankierów była i jest zasada udzielania pożyczek WYŁĄCZNIE W WALUCIE AMERYKAŃSKIEJ. Jaka by obiektywna sytuacja dolara nie była, każdy dłużnik musi zdobyć tą walutę w celu spłacenia długu lub jego odsetek.  Federal Reserve dokładnie wie, że na dzień dzisiejszy zadłużenie świata w dolarach wynosi $ 13 tysięcy miliardów!  I do tej sumy może ona (Feds) swobodnie generować puste elektrony pod nazwą „US Dollar”.

Zwłaszcza eksporterzy surowców muszą się zwijać by obsłużyć swój dług w sytuacji spadku ich konsumpcji wywołanej globalnym dławieniem gospodarki.  Nie mają oni wyjścia z tej ślepej uliczki. 

Jest jednak państwo, które mogłoby rozwalić ten „globalny porządek finansowy”, przy czym bez traumy wywołanej przez opisany na wstępie wariant.

Mienią się nim być Chiny, desygnowany przez globalną oligarchię finansową światowy producent wszystkiej tandety; od papieru toaletowego, poprzez długopisy, konfekcję, wszelaki szmelc elektroniczny, a na samochodach kończąc, świat MUSI kupować ich wyroby z tej prostej przyczyny, że nikt inny od dawna już tego nie produkuje.

Wystarczyłoby więc zażądać za swe produkty zapłaty w juanach i cały świat, z Ameryką na czele, skręcałby się w wysiłkach zakupu tej waluty. Gdyby (co jest nieprawdopodobne), „w odwecie” cały świat wymagał opłat za swe surowce JEDYNIE W DOLARACH, to nieprzebrany amerykański dług denominowany w tej walucie, pozwalałby Chinom przez wiele lat finansować tak swój import, a pozostałe jej nadwyżki w dalszym ciągu powoli inwestować po całym świecie bez obawy katastrofalnego załamania się kursu (wartości) tego długu. 

Czemu więc towarzysz Xi, nie robi tego?  Czemu nie chce „dowalić” swemu „wrogowi numer jeden” znienawidzonej Ameryce i wprowadzić Chiny na pozycję niekwestionowanego światowego lidera? 

Osobiście znajduję jedyne wytłumaczenie w tym, że towarzysz Xi służy wyłącznie oligarchii finansowej i pretenduje na stanowisko „Prezydenta Świata” w konstruującym się na naszych oczach globalnym obozie koncentracyjnym.