Kilka słów prognozy na najbliższą przyszłość

Przywódca Zachodu, Stany Zjednoczone Ameryki, już od dłuższego czasu znajdują się w stanie degrengolady.  Wielu obserwatorów stara się porównywać ich obecną kondycję do upadku ZSRR.

Osobiście uważam za bardziej adekwatną paralelę do rosyjskiej rewolucji 1917 roku. 

„Przypadkowy” wybór Trumpa na prezydenta, skutkował jeszcze większą bezsilnością Białego Domu, pozbawionego, w osobie nowego prezydenta, poparcia jakiegokolwiek z odłamów deep state.  Podobnie jak Kiereński w 1917 roku, Trump pozostaje osamotniony w rozgrywkach wszelkich partii i koterii upadającego Imperium.   Na podobieństwo republikańskiej Rosji, USA, nie są już sposobne do jakichkolwiek akcji kinetycznych, zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznej.  Stanu tego nie mogła odmienić kwiecista retoryka Kiereńskiego, tak jak teraz prymitywna gadanina Trumpa.  Chińczycy już dziś otwarcie szydzą ze Stanów, jako bezsilnego psa, zdolnego jedynie do ujadania. 

Postępującemu paraliżowi władzy centralnej, zajętej wewnętrznymi walkami i politykierstwem, towarzyszy lawinowo narastający rozkład administracji stanowej i lokalnej.

Tak jak w Rosji, podjudzanej do walki klasowej, w USA sztucznie roznieca się waśnie na polu rasowym i moralno-ideologicznym (http://endoftheamericandream.com/archives/americas-major-cities-are-being-turned-into-war-zones-and-it-is-not-going-to-end-in-november).  Katastrofa gospodarcza Rosji, wywołana czterema latami wyniszczającej wojny światowej, może być porównana do totalnego załamania się paranoicznej „gospodarki” USA opartej na nieograniczonym generowaniu pustej elektronicznej (nawet nie papierowej) waluty (https://eu.usatoday.com/story/money/2020/07/29/almost-half-of-all-jobs-lost-during-coronavirus-may-be-gone-permanently/112446072/.  Najnowszym symptomem, nadciagającego załamania się systemu, jest gwałtowny wzrost notowań złota i srebra, które to od dekad były sztucznie zaniżane (https://schiffgold.com/commentaries/golds-record-price-is-all-about-currency-debasement/).

Teraz na podobieństwo republikańskiej Rosji, zepchniętej w otchłań piekielną przez bolszewicki pucz, zwany „wielką socjalistyczną rewolucją październikową”, podobnych rozmiarów katastrofa nastąpi w USA; zapewne w okresie listopadowych wyborów prezydenckich.  Bez względu na ich wynik, spowodują one walki wewnętrzne skłóconego społeczeństwa, skatalizowane na dodatek narastającą katastrofą gospodarczą. 

W związku z tym, globalistyczne elity, zdające sobie sprawę z obecnego stanu rzeczy, zdecydowały się na próbę utrzymania władzy w świecie, przy pomocy mistyfikacji „pandemii koronawirusa”.  Przy czym nie ma najmniejszego znaczenia w jakim stopniu ten wirus grypowy jest (lub był) groźny.  Istotny jest jedynie fakt, że używając go jako pretekstu, narzucono Ludzkości restrykcje niespotykane  w całej Jej dotychczasowej historii, całkowicie nieadekwatne do ewentualnego zagrożenia epidemiologicznego. 

Katastrofalne efekty „walki z pandemią” są widoczne na każdym kroku, podczas gdy efektów działania wirusa nie da się zaobserwować nawet przez szkło powiększające.  Niestety bezmyślna większość populacji nie potrafi odróżnić tragicznych efektów „dławienia epidemiologicznego” od niewidocznych rezultatów samej „pandemii”. 

Wraz z ostatecznym załamaniem się USA, jako globalnego hegemona, oligarchia finansowa, odrzuci zapewne to upadające Imperium, jak zużyte narzędzie i zacznie sterować sprawami świata za pomocą komunistycznych Chin.  Oznaczać to będzie dla nas nie tylko nowego pryncypała, ale i gwałtowne zaostrzenie terroru „sanitarnego”, na chiński obraz i podobieństwo. 

Społeczeństwo III RP jest już od dawna przyzwyczajone do roli pachołka zagranicznych mocarstw.  Strawienie policyjnego terroru na chińską modłę może okazać się jednak znacznie trudniejsze.   

Kilka słów prawdy o bieżącej sytuacji

Niekończące wysłuchiwanie „mądrości” światowych „elit” i ich wszechobecnych mediów propagandowych, prowadzić musi do swego rodzaju udaru mózgowego.   Dlatego, w charakterze odtrutki warto wyszukiwać w świecie autentycznych, choć całkowicie zatomizowanych i zakneblowanych, głosów przedstawicieli duchowych elit.  Jako przykład tego cytuję tłumaczenie artykułu amerykańskiego autora, dotyczącego spraw najbardziej istotnych w dzisiejszym świecie (https://off-guardian.org/2020/07/27/the-ultimate-divide-and-conquer/).   

Cywilizacja zachodnia, pod przewodnictwem USA rozpoczęła kampanię masowego psychologicznego terroru, w celu zamaskowania załamującej się gospodarki, dania pretekstu do nowych grabieży przez Wall Street, oraz do raptownego wzmocnienia systemu państwa policyjnego.  Rezultatem tego jest głęboka traumatyzacja ludzi zmuszanych do podporządkowania się nowym socjalnym wymogom, gwałtownie wzmagająca antysocjalną i antyludzką atomizację populacji.

Pretekstem do tego była epidemia, obiektywnie porównywalna z każdą sezonową grypą, powodowaną takim samym koronawirusem, jakiego cierpieliśmy przez wieki, bez totalitarnego terroru i masowego obłędu.

Sam koncept „dławienia” (lockdown) jest odwrotnością tego co każde normalne społeczeństwo czyniłoby w takiej sytuacji.  Najlepiej jest bowiem pozwolić na jak najszybszy rozwój tzw. „odporności stada” i spowodować naturalne wyginięcie wirusa z powodu braku obiektów do zainfekowania.

Fakt, ze gros społeczeństw odrzuciło tą naturalną, naukowo udokumentowaną drogę, dowodzi że większości rządów nie interesuje zdrowie publiczne, ale skwapliwie podchwycony kryzys, pod przykrywką  którego wzmacnia się system państwa policyjnego w drodze do pełnego totalitaryzmu.

Cały koncept „samoizolacji” i „zdystansowania” jest w swej istocie głęboko antyludzki.  Przez tysiące lat społeczeństwo rozwijało się w ścisłych kontaktach międzyludzkich.  Co prawda, od niedawna lansowana jest koncepcja społecznej atomizacji ludzi, mimo to większość z nas wciąż preferuje kontakty osobiste w przeciwieństwie „sieciowych”.

Cała obecna kampania terroru ma na celu ostateczne rozbicie tego co jeszcze pozostało w nas człowieczego i jeszcze efektywniejsze indywidualnie izolowanie w procesie totalnej dominacji.

Jak dotychczas, ludzie w pełni podporządkowują się tej kampanii powodującej całkowite starcie tego co jeszcze w świecie pozostało z naturalnie funkcjonujących  społeczności.  A przecież jakakolwiek polityczna akcja, czy budowa oddolnych ruchów społecznych, nie może się obyć bez powyżej wspomnianej wspólnoty.

 Tak więc wspomniana kampania terroru jest de facto „wirusem” powodującym w tych „zainfekowanych osobach” całkowite zobojętnienie na jakąkolwiek koncepcję aktywizmu społecznego.

Poprzednie wersje totalitaryzmu próbowały atomizować społeczeństwa za pomocą sieci agentów i szpiclów.

Dzisiejszy totalitaryzm jest znacznie gorszy, dążący do zupełnej kontroli obywateli.  Współczesne reżimy całkowicie zastraszyły i otumaniły jednostki, które automatycznie widzą w drugim człowieku epidemiologiczne zagrożenie. 

Teraz nikt nie podejrzewa drugiego o to, że może być on kapusiem, ale boi się go z tego tylko powodu, że jest to drugi człowiek.

Vucic jako model współczesnej demokracji globalistycznej

Prezydent Serbii Aleksander Vucic (https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandar_Vu%C4%8Di%C4%87), nawet na tle innych „światowych przywódców” wydaje się być wyjątkowo podłą istotą. 

Miast opisywać jego „polityczną karierę”, warto tylko wspomnieć, że zdradzał on Serbów zawsze i wszędzie: w stosunkach z Unią, Niemcami, globalną finansjerą, Stanami, Rosją, Chinami, a nawet z arcywrogami, jakimi są niewątpliwie NATO i Albańczycy.

W ostatnim okresie był on autorem i wykonawcą najostrzejszych w Europie „restrykcji pandemicznych”.  Zagrożony utratą władzy w wyborach z 21 czerwca tego roku, obiecał wyborcom zniesienie drakońskich ograniczeń, dzięki czemu udało mu się utrzymać przy władzy (https://www.eutimes.net/2020/07/war-breaks-out-in-serbia-as-people-riot-against-the-regimes-coronavirus-lockdowns/). 

Trzeba przyznać, że dotrzymał swej obietnicy, przynajmniej do chwili obecnej, kiedy to opierając się na rzekomym nagłym wzroście zachorowań na koronawirusa, zarządził wznowienie restrykcji. 

Jednak tym razem przeliczył się w swych kalkulacjach,  nie doceniając stopnia wyczerpania społeczeństwa nieustannym terrorem sanitarnym ostatniego okresu.  Rezultatem jego decyzji był wybuch zamieszek w Belgradzie nie ustających do obecnej chwili (https://www.anti-empire.com/belgrade-erupts-in-protest-after-new-covid-19-lockdown-announced-parliament-stormed/

https://www.euronews.com/2020/07/10/serbia-bans-mass-gatherings-in-belgrade-after-virus-lockdown-protests) .

Przestraszony Vucic wycofał się ze swej najnowszej decyzji, przynajmniej na ten moment.  Bez względu na to jak potoczą się losy nieszczęsnego narodu serbskiego, rozgrywający się dramat w sposób klarowny ilustruje metody działania „światowych przywódców”.  W przypadku Serbii, niewielka skala, małego narodu, dopiero od 30 lat konstytuującego samodzielne państwo, ułatwia zrozumienie taktyki stosowanej obecnie w zglobalizowanym świecie, oraz logiki jaką kierują się „władcy” (czytaj zausznicy globalnej oligarchii).  

W celu uzyskania władzy, Vucic i jego „formacja polityczna”, musiał uzyskać poparcie światowej oligarchii, wyrażające się dostarczeniem środków finansowych, wsparciem globalnych mediów tzw. „głównego nurtu”, oraz wszelką inną pomocą logistyczną.   W zamian zmuszony był obiecać pełną spolegliwość i dyspozycyjność w stosunku do swych nieformalnych mocodawców. 

Od tego momentu znalazł się między przysłowiowym młotem a kowadłem, wypełniając wszelkie szkodliwe, a nawet zbrodnicze polecenia pryncypałów, koncentrując całą swą energię i inteligencję na „znieczulaniu” społeczeństwa w odniesieniu do narzuconej mu globalistycznej polityki, przy pomocy kłamstw, krętactw, obietnic bez pokrycia, manipulacji grupami społecznymi różniącymi się poglądami i ideologią, a czasem nawet drobnymi taktycznymi ustępstwami na rzecz zarządzanego przez siebie społeczeństwa.   

Wyjątkowa zręczność i całkowity brak skrupułów, umożliwiły mu utrzymanie się na powierzchni do dnia dzisiejszego.  Jednakowoż błędna ocena stanu serbskiego społeczeństwa spowodowała obecne przesilenie.

Poprzez tymczasowe wycofanie się z  drakońskich restrykcji „pandemicznych”  zyska on co prawda trochę czasu, ale wcześniej czy później będzie zmuszony do wypełnienia poleceń globalistów i zainstalowania reżimu sanitarnego.  Dla globalnych oligarchów, takie małe kraje jak Serbia są cennym poligonem konstrukcji globalnego państwa policyjnego w ramach „nowego porządku światowego” (NWO).  Ewentualne „potknięcia”, jak to obecne w Belgradzie, nie wpływają zbytnio na destabilizację regionu i świata, pozwalając zmodyfikować strategię w wyniku popełnionych błędów.   

Podobną metodykę sprawowania władzy stosują pozostali „światowi przywódcy”, choć w zależności od państwa, ich decyzje różnią się diametralnie , skalą, formatem i wywoływanymi efektami, oraz pozorami interesów narodowych. 

Tak funkcjonują obecnie wszyscy „wielcy  tego świata”, tacy jak Xi, Merkel, Putin, Modi, Makron itd., pomimo że ich „opcje polityczne”,  formalna ideologia i „racja stanu” wydają się być diametralnie różne.

Tak funkcjonują również nasi krajowi drobni „przywódcy” jak Duda, Morawiecki, Trzaskowski, czy jakiekolwiek inne indywiduum. 

W ich „niestrudzonej pracy politycznej”, nie ma miejsca na interes narodu, ani nawet na elementarną uczciwość.  Jedyne co się liczy to umiejętność giętkiego lawirowania pomiędzy ich globalnymi pryncypałami a otumanionymi masami wyborców.  Stąd też oczekiwanie na „pozytywne rezultaty” czy choćby „mniejsze zło” są zupełnymi mrzonkami.

Czas do sprzątnięcia tej przysłowiowej stajni Augiasza już dawno minął. Do dyspozycji pozostały jedynie metody nadzwyczajne!

Konfederacka praca u podstaw

W okresach najbardziej beznadziejnych dla Polski, takich jak rozbiory czy okupacja niemiecko-sowiecka, jedną z podstawowych metod walki z wrogiem była organiczna praca u podstaw. Była ona różna, taka jak „tajne komplety” (nauczanie w Generalnej Guberni), umacnianie polskości i katolicyzmu wśród ludu rozdartego rozbiorami, a nawet gospodarcza, z jej najoryginalniejszym przejawem w postaci „wozu Drzymały”. 

Niestety dziś nie ma chętnych na podjęcie się takiej orki na ugorze.  Aby odnieść jakiekolwiek sukcesy we współczesnym społeczeństwie polskojęzycznych „europejczyków”, potrzeba by wielu dziesiątek lat, oraz ogromnego wysiłku i środków materialnych. 

Stąd też „niesystemowe” ugrupowania polityczne, takie jak Konfederacja, ograniczają się do prób wkomponowania się w istniejący, w pełni skorumpowany i niereformowalny, system pseudo-„demokracji parlamentarnej”, pozostawiając postronnym obserwatorom ocenę, czy motywem ich działania jest jedynie chęć zastąpienia obecnej administracji okupacyjnej (POPiSu, etc.) na lukratywnych synekurach, czy  także jakieś motywy głębsze ideowe.

Jakkolwiek by nie było, wysiłki Konfederacji z góry skazane są na niepowodzenie, czego wymownym potwierdzeniem są wyniki wyborów do europarlamentu, sejmu, czy na stanowisko prezydenta. 

Przysłowiową kropkę nad i stawia pełna kolaboracja krajowego kościoła katolickiego z okupantem.

Nie zważając na wprowadzane utrudnienia, w całym okresie mistycznej „pandemii”, nie opuściłem ani jednej mszy świętej, w nadziei na usłyszenie choćby jednego słowa PRAWDY (Chrystusa).  Niestety , pomimo odwiedzin wielu świątyń, spotykała mnie zawsze, coraz bardziej niechlujną (pomijając już restrykcje pandemiczne) rutyna liturgiczna oraz zawsze, bez choćby jednego wyjątku, „koronawirusowa agitacja z ambony”.  

Daje mi to podstawy do hipotezy, że praktycznie cała  hierarchia zaprzedała się już szatanowi, gdyż jego to dziełem jest obecna globalna mistyfikacja „pandemii”.  Efekty tego widać nawet gołym okiem w świątyniach. O ile nawet w „szczycie epidemii” można było zauważyć przynajmniej kilka osób bez kagańców, o tyle dziś można skonstatować pełną uległość absurdalnym nakazom i zakazom „sanitarnym”.  Wszyscy bez wyjątku ustrojeni są w kagańce, a na poczesnym  miejscu, miast Eucharystii, króluje środek dezynfekcyjny. 

Nie inaczej wyglądała moja msza wczoraj, w ostatnią niedzielę.  Przewielebny celebrans pochwalił wiernych za pełną subordynację, dzięki której nasze (dolnośląskie) województwo znalazło się na pierwszym miejscu z ZEROWĄ ilością przypadków koronawirusa. 

Można by się ucieszyć. Nie tylko nie ma już „pandemii”, ale w ogóle „śmiercionośnego wirusa”.  Znieśmy więc restrykcje!  O, co to, to nie!  Logika jest bowiem taka, że ponieważ środki prewencyjne (kagańce, dystans socjalny, itp.) okazały się skuteczne, to należy uznać je za „nową normę”!  W przeciwnym bowiem przypadku, „straszliwy wirus” może powrócić!  Mało tego, z mediów wiemy, że już powraca! Koniecznym więc będzie zastosowanie nowych jeszcze ostrzejszych restrykcji, takich jak pełny monitoring przemieszczania się ludności i stosowne pozwolenia na tą praktykę.  Nie jest to nic nowego!  Od momentu „wybuch pandemii”, z powodzeniem są one stosowane w takich „przodujących” państwach, jak Chiny, Rosja, USA, Korea Południowa, etc.

Reasumując, przed naszymi oczami rozwija się proces pełnego zniewalania społeczeństwa w całości, jego cząstek w postaci lokalnych społeczności i rodzin, oraz każdej z osób indywidualnie.  Niszczone są naturalne Bogiem ustanowione więzi, a miast nich pojawiają się bariery.  Nie ma już koncepcji „bliźniego”, bo zastąpił ją termin „zagrożenia sanitarnego”, na podobieństwo tego jakie stanowią dla nas szczury i inne gryzonie. 

Władcy i ich krajowi administratorzy nie usiłują już nawet maskować swych poczynań.  Doświadczenia ostatnich miesięcy wskazują dobitnie, że mogą oni robić z ludzkim bydłem cokolwiek zechcą! 

Tak więc zagrożenie jest bezprecedensowe i stosunkowo łatwe do wykazania. 

Trudno jest wytłumaczyć przeciętnemu człowiekowi system unijnego wyzysku w stosunku do III RP, bo nie pojmuje on nic poza, lansowaną przez propagandę,  mityczną „manną z nieba” w postaci „dotacji”.  

Łatwiej natomiast jest wytłumaczyć szkodliwość „zarządzeń sanitarnych”, powodujących dyskomfort osobisty, utratę autentycznej opieki zdrowotnej, gdyż infrastruktura medyczna skoncentrowana jest na terrorze epidemiologicznym, utratę źródeł utrzymania związanych z dławieniem gospodarki, a nawet brak trywialnego wypoczynku wakacyjnego sprawionego ograniczeniami komunikacyjnymi. 

Trudno jest oczekiwać od nastolatków, by przysłuchiwali się przemówieniom sejmowym Konfederatów, czy od staruszków, by śledzili w internetowych telewizjach ich złotych myśli. 

Można jednak założyć, że przekazywanie informacji o mistyfikacji epidemiologicznej, w najprostszej nawet formie ulotek rozdawanych w miejscach publicznych, może w końcu dotrzeć do świadomości ogółu.  Jeśli nie teraz , to po którejś z kolejnych „fal epidemii”, kiedy to sytuacja stanie się nieznośna dla każdego.  Wtedy ogół może zaakceptować „przywódczą rolę Konfederaci” i wprowadzić ją na salony władzy.

Pomyślcie o tym panowie Konfederaci.  Czy nie lepiej jest, zamiast legitymizować wybory kolejnej ekipy administracji okupacyjnej, skierować wysiłek i skromne zasoby materialne, na akcję informacyjną, ukazującą prawdziwe oblicze okupanta i jego krajowych pachołków?  

Odnośne refleksje po pierwszej turze wyborów

No i szczęśliwie dobrnęliśmy do półmetka wyborów prezydenckich.  Społeczeństwo jak zwykle popisało się mądrością polityczną oddając swe głosy na to co w skrócie można określić mianem POPISu.  Przy tym nie uważam by pozostali kandydaci byli jakoś lepsi.  Nie, jakie społeczeństwo, tacy kandydaci.  Jednakowoż teraz bez nadmiernego wysiłku intelektualnego będzie można wybrać pomiędzy dżumą a cholerą. 

Informacje z komisji wyborczej mówią o wzorowym zachowaniu się głosujących.  Praktycznie wszyscy stawili się na tą historyczną chwilę w gumowych rękawiczkach, kagańcach i przyłbicach.  Niestety nie było wśród nich osób ze śmigiełkami na głowach.  Przyłbice tak, a śmigiełka łebskie nie!  Ten paradoks wynika z tego, że nasze troskliwe władze nie chcąc nadmiernie straszyć społeczeństwa, nie rozpowszechniały najnowszych wynurzeń wybitnych ekspertów, mówiące o tym, że koronawirusy koncentrują się zwykle w formie aureoli nad głowami i jeśli w porę nie zostaną rozpędzone zawirowaniami śmigiełka, to próżnia pomózgowa wsysa je do środka powodując infekcję całego organizmu. 

Być może na drugą turę wyborów uda się władzom zabezpieczyć odpowiednią liczbę śmigiełek, tym bardziej, że z mediów dochodzą trwożne informację o przypadku zarażenia się na Antarktydzie śmiercionośnym koronawirusem dwu pingwinów, które nie przestrzegały zalecanego przez Światową Organizację Zdrowia dystansu socjalnego. 

Osobiście od lat nie uczęszczam na wybory, by nie legitymizować elekcji jakiejkolwiek mafii na kolejnych administratorów władzy okupacyjnej.  Jednakowoż w tej drugiej turze  zrobię wyjątek, gdyż będą to zapewne ostatnie wybory na prezydenta.  Następne, jeśli w ogóle nastąpią, niewątpliwie dotyczyć będą już stanowiska  „Wielkiego Sanitariusza” oddziału globalnej psychuszki zwanego III RP.

Byłoby nietaktem, by w tym miejscu nie wspomnieć o roli kościoła, jako propagatora PRAWDY w omawianym zagadnieniu.

Podczas niedzielnej mszy konwentualnej w kościele Dominikanów we Wrocławiu,  celebrans jak zwykle odniósł się do gorącego tematu pandemii, przekonując zgromadzone baranki, o konieczności noszenia kagańców. 

Ja wiem że to jest męczące-stwierdził-ale wytrzymajcie jeszcze trochę, a (dopowiedzenie już mojego autorstwa) zapomnicie, że kiedyś w ogóle ich nie nosiliście i wszystko wróci do normy. 

Niektórzy z was twierdzą-ciągnął dalej-że spotkanie chorego na koronawirusa, to tak jak wygranie miliona w lotka,  ale nie zapominajcie, że każde życie jest bezcenne, a ludzie umierają, jak mój przyjaciel z Petersburga.

Przewielebny nie doprecyzował co prawda, czy przyjaciel zmarł na koronawirusa, ale jakie to ma w końcu znaczenie?!  Kiedy elementarna logika podpowiada, że jeśli ktoś umrze w Petersburgu, to wszystkie baranki we wrocławskich kościołach powinny nosić kagańce!

W wielu swych poprzednich artykułach próbowałem wyjaśniać, czemu to nasi światowi władcy, poza wrodzonym im sadyzmem, narzucają ludzkości globalną psychuszkę?  Doszedłem jednak do wniosku, że nie ma sensu tłumaczyć tego pacjentom i ich irytować.  Im potrzebny jest spokój i maksymalne ograniczenie wolności, zarówno fizycznej jak i umysłowej, bo dzięki tym restrykcją mniej sobie krzywd uczynią. 

Tak też postępują nasi władcy.  Krok po kroku po cichu wpychają ludzkość w kaftan bezpieczeństwa.  Teraz, przed kolejną edycją pandemii, zaplanowaną na wrzesień, proces ten odbywa się ostrożnie, bez zbędnych fanfar i anonsów. 

Przekonałem się o tym próbując zaplanować wakacyjną podróż lotniczą.  Wirtualnie można zakupić dowolny lot na dowolny czas i w dowolne miejsce globu.  Możliwość z jego skorzystania zależy jednak od „wymogów sanitarnych” w danym miejscu i czasie, a te według anonsów linii lotniczych zmieniają się dynamicznie „z dnia na dzień”. Gwarancję ma się więc jedynie na to, że wyda się pieniądze na bilet i nie poleci się nigdzie.  Z drugiej zaś strony dynamicznie rozwija się doskonale zorganizowany i sfinansowany nielegalny przemyt emigrantów do Europy.  Tak więc przepływ ludzi jest taki na jakim zależy globalnej oligarchii, a nie taki jakiego pragną pacjenci.

Na dzień dzisiejszy, de facto, jesteśmy ograniczeni do własnych państw, ale proces nieubłaganie posuwa się do przodu.  Po następnych falach pandemii, zostaniemy ograniczeniu, do regionów, miast, potem dzielnic naszych miast, w takim zakresie, w jakim będzie to potrzebne oligarchom. 

I nic się na to nie poradzi.  W końcu dom wariatów, to dom wariatów!

Krytyczne zagrożenia wynikające z kontynuacji elektronicznej fatamorgany

Globalistów od dawna prześladuje świadomość bolesnego faktu, że kilka miliardów pospólstwa na naszej planecie, nie tylko nie jest im do niczego potrzebne, ale wręcz przeciwnie , stanowi ciągłe zagrożenie potencjalną destabilizacją nowego porządku światowego (NWO).    

Alternatywą dla tej sytuacji byłaby wojna światowa z użyciem broni masowego rażenia, która wyniszczyłaby gros populacji.  Nikt nie mógłby jednak zagwarantować globalistom ich komfortu w powojennym świecie. 

Z tego też powodu zrodził się przed dekadą genialny projekt globalnej mistyfikacji epidemiologicznej.  Czysto „medyczny powód” pozwoliłby sterroryzować strachem i zatomizować „społecznym dystansem”  niemal całą ludzkość, oraz wprowadzić, jako logiczną terapeutyczną konsekwencję, przymusowe globalne „szczepienia” odpowiednim preparatem depopulacyjnym. 

Projekt ten, jakkolwiek genialny, wymagał spełnienia  jako warunku sine qua non totalnego wynaturzenia ludzkości.  Bowiem, w swojej masie, tylko istoty całkowicie pozbawione umiejętności rozeznawania otaczającej ich rzeczywistości, mogłyby stać się ofiarami takowej mistyfikacji, oraz  jej przekupnymi wykonawcami.

Bowiem do wdrożenia takiego projektu w życie, potrzeba w skali globalnej, milionów „polityków”, „dziennikarzy”, informatyków, „medyków”, a także „służb porządkowych”.  Ktoś musi 24/7 tumanić motłoch poprzez propagandowe media, kłamać na temat statystyk i  „medycznych konsekwencji epidemii”, wymuszać na obywatelach uległość w odniesieniu do drakońskich, pozbawionych sensu i logiki, ale za to niezwykle szkodliwych ograniczeń funkcjonowania społeczeństwa.   

Nawet najbardziej podły i sprzedajny człowiek, musi zdać sobie sprawę, jakie konsekwencje wdrożenia tego zamysłu w życie, będą jego udziałem i w naturalnym odruchu instynktu samozachowawczego, przeciwstawić się temu projektowi ze wszystkich sił.

 Niestety takowej reakcji u ŻADNEGO  ze „światowych przywódców” i innych wymienionych powyżej „luminarzy”,  nie można zauważyć. Kontynuują oni nadal teatrzyk kukiełkowy dla pospólstwa udając konflikty, animozje, oraz różnice poglądów w większości kluczowych problemów świata.  Wyjątek stanowi jedynie ich zaskakująca zgodność co do natury „globalnej pandemii”.

W celu weryfikacji powyżej zaobserwowanych faktów,  globaliści wyszli  wprzódy z pierwszym stadium „pandemii”, jako projektem pilotażowym, bacznie obserwując reakcje społeczne.  Spolegliwość i bezmyślność przygniatającej większości populacji globu, wypełniającej zbrodnicze polecenia „władz”, udowodniły ponad wszelką wątpliwość całkowite wynaturzenie  tejże większości, a światowych władców w pierwszej kolejności. 

Jednakowoż, w przeciwieństwie do Dzieci Bożych, istoty te będące de facto tworem szatana, cechują się koniecznością nieustannego ładowania elektroniczną wirtualną fatamorganą w celu zagwarantowania ich całkowitej separacji od otaczającej realnej rzeczywistości.  Wyłączenie, tak jak odcięcie źródła prądu robotowi, spowoduje ich całkowitą bierność.  Aliści, w miarę upływu czasu, zaczną do nich wracać naturalne odruchy ludzkie, a co za tym idzie świadomość rzeczywistej sytuacji. 

I cóż zobaczą?

Nędzę i bezrobocie spotęgowane ostatecznym załamaniem się zbankrutowanego system gospodarczego.

Totalne zniewolenie zakazami i nakazami ekonomów zarządzających nimi w imieniu globalnej oligarchii.

Pełną atomizację społeczną powodującą ostateczny rozpad tych resztek naturalnych więzi cywilizacyjno-kulturowych, które jeszcze funkcjonowały przed obecną mistyfikacją koronawirusową.

Pełne upodlenie w ich własnych oczach, poprzez  poddanie się groteskowym i poniżającym godność Dziecka Bożego poleceniom sług szatana: kagańcom, rękawiczkom, pomiarom temperatury, obowiązkowym „szczepieniom”, itd., itd.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ujrzenie przez nich faktycznej rzeczywistości, może skutkować nie tylko szokiem, ale również gwałtowną reakcją społeczną, niezbyt bezpieczną dla rządzącej oligarchii.

Stąd też wynikają  „prognozy” o nieuchronnym nadejściu kolejnej fali pandemii i to już we wrześniu. Unisono tych przepowiedni rozlegających się ze wszystkich zakątków planety, świadczy o poważnym podejściu globalnej oligarchii do drugiego etapu tego imponującego projektu.  Jakiekolwiek opóźnienie w jego wdrożeniu mogłoby  bowiem skutkować opisanymi powyżej konsekwencjami.

Tym, którzy ciągle jeszcze nie zatracili  kontaktu z realiami, pozostaje  natomiast jedynie modlitwa o rychłą interwencję Stwórcy w ten szatański projekt! 

Koronawirus a złośliwość Stwórcy

Filantropii i dobroczyńcy Ludzkości, tacy jak Bill Gates, George Soros, bankierzy nowojorskiej Wall Street, londyńskiego City oraz ich usłużni agenci stanowiący „elity” nowoczesnych społeczeństw XXI wieku, nie od dziś borykają się z trudnościami w swej walce o lepsze jutro Człowieka.

Globalna mistyfikacja pandemii koronawirusa, obok innych niezbywalnych walorów, dała im niepowtarzalną szansę wyprodukowania szczepionki przeciw temu śmiercionośnemu zagrożeniu i globalnego jej zastosowania w celu depopulacji naszej planety.

Tymczasem nieprzewidywalne zachowanie się wirusa, krzyżuje im szyki.  W mediach głównego nurtu zaczynają pojawiać się narzekania wybitnych wirusologów, że samoistne gwałtowne zanikanie wirusa uniemożliwia im prowadzenie studiów epidemiologicznych niezbędnych do wypracowania wspomnianej szczepionki:

https://www.washingtonpost.com/world/europe/coronavirus-vaccine-trials-astrazeneca-moderna/2020/06/09/48f28fea-a414-11ea-898e-b21b9a83f792_story.html

https://www.thenational.ae/world/oxford-covid-19-vaccine-trial-running-out-of-uk-virus-exposure-to-complete-tests-1.1024564

https://www.anti-empire.com/uk-vaccine-team-vaccine-is-now-in-a-race-against-virus-disappearing/.

Takie zachowanie wirusa nie można określić inaczej niż wyjątkową złośliwością Stwórcy!  Zmarnować tyle wysiłku kwiatu współczesnych „uczonych”, to chwyt poniżej pasa!

Na szczęście nie wszystko jeszcze stracone! Przed nami druga odsłona „pandemii” zaplanowana na wrzesień tego roku.  Jest nadzieja, że do tego czasu „uczeni” owi wypuszczą ze swych laboratoriów broni biologicznej jakiegoś innego bardziej zajadłego syntetyka i z marszu rozpoczną pracę na stosowną nań szczepionką.

Pomimo to zrozumiałe jest rozgoryczenie naszych, wspomnianych na wstępie artkułu, „dobroczyńców”, jak również ich zakłamanej maszyny propagandowej tak zwanych „mediów głównego nurtu” oraz „wybitnych polityków” wszelkiego autoramentu i narodowości. 

Mnie osobiście nurtuje natomiast fakt, że nikt z członków „nowoczesnych społeczeństw” nie zadaje oczywistego wydawałoby się pytania:  PO CO NAM SZCZEPIONKA NA SAMOISTNIE ZANIKAJĄCEGO WIRUSA?

O kagańcach, rękawiczkach gumowych, odstępach epidemiologicznych i całej pozostałej masie nakazów, zakazów, ograniczeń i restrykcji już nie wspomnę.  Choćby z tego powodu, że zapamiętać takiej wyliczanki rozumni obywatele i tak nie byliby w stanie.

Tak więc przyszłość zapowiada się ciekawie!

Rozgrywka Boga z Szatanem na polu ludzkiej totalnej głupoty i bezmyślności.

Ciekawe co z tego wyniknie?

„Planned-demic” koronawirusa i co z niej wynika

Jak to nazywają w wolnych (niszowych) anglojęzycznych mediach „plannned-demic”  (pandemia kpronawirusa) nie ustępuje i to w skali globalnej.

Oczywiście nie jest to akcja promowana przez jeden rząd , nawet najpotężniejszy, ale manifestacja masowej psycho-operacji, koordynowanej przez globalną oligarchię, która to pociąga za sznurki wszystkich znacznejszych „rządów” świata, demonstrujących swą „zapobiegliwość” w oczach społeczeństwa.

Dla porównania „epidemia świńskiej grypy” z 2009 roku, według oficjalnych danych,  zainfekowała  61 milionów Amerykanów (https://www.thetruthseeker.co.uk/?p=208757), ale nikt nie wpadł na pomysł, socjalnego dystansu, dławienia gospodarki, zakazu poruszania się, itp.

Dziś króluje filozofia „ratowania choćby jednego życia”.  Czemuż więc nie rozciąga się tej „filozofii” na inne dziedziny życia?  Tylko w USA, 35 tysięcy osób ginie rocznie w wypadkach samochodowych.  Dlaczego więc nie zakazuje się ruchu kołowego?  Pytanie to pozostaje bez oficjalnej odpowiedzi.

Nieoficjalnie możemy domniemać, że celem „planned-demic” są następujące sprawy:

  • Załamanie globalnej gospodarki i przejęcie jej zadłużenia przez banki globalnych oligarchów;
  •  Usprawiedliwić nakaz globalnych obowiązkowych szczepień przeciw koronawirusowi;
  • Globalnej koordynacji tzw.  ID2020 satelitarnej identyfikacji i kontroli ludności;
  • Zredukowanie globalnej populacji poprzez  przymusowe szczepienia szkodliwymi substancjami, oraz pośrednio poprzez zaniechanie rutynowej opieki zdrowotnej nad populacją;
  • Uwiarygodnienie jednego globalnego rządu, który jedynie jest w stanie zapobiec skutkom „straszliwej pandemii”;
  • Przetestować i usprawnić systemy kontroli obywateli w ramach państwa policyjnego;
  • Użyć groźby wirusa, jako pretekstu do eliminacji pieniądza papierowego i zastąpienia go całkowicie transakcjami elektronicznymi, podlegającymi pełnej kontroli globalnej  oligarchii.

W kontekście naszego unijnego podwórka, na czoło „przodujących państw” wysunęła się Hiszpania, która podpisała cyrograf z Billem Gatesem (https://www.anti-empire.com/country-formerly-known-as-spain-decides-to-institute-a-permanent-covid-dystopia-flog-itself-to-death/) odnośnie metod zarządzania społeczeństwem do czasu powszechnego przymusowego szczepienia. 

W skład „pakietu” wchodzi, między innymi, permanentny obowiązek „socjalnego dystansu”, noszenia kagańców pod karą grzywny €100, ograniczenia wizyt domowych, itd.

Przy czym znamienne jest to, że masowe demonstracje przeciw „dyskryminacji rasowej” , gromadziły w Madrycie i Barcelonie setki tysięcy demonstrantów, nie  przestrzegających „dystansu socjalnego” i obowiązku noszenia kagańców, a pomimo to cieszyły się poparciem władz i mediów głównego nurtu, które motywowały taką postawę faktem, że  „biała rasa jest niebezpieczniejsza od koronawirusa”.

Wydawałoby się, że taka argumentacja powinna wzbudzić jakieś odruchy myślowe w białej większości hiszpańskiego społeczeństwa, ale jak pisze autor cytowanej publikacji: „ przygniatając większość populacji jest tak głupia, że akceptuje wszystko co podsuwa jej rząd i media.  Tak, że nie pozostała już żadna nadzieja….”

Reasumując, bez względu na kraj i sytuację cywilizacyjno-kulturową, pełna bezmyślności i bierność obywateli, gwarantuje globalistom osiągnięcie  zamierzonych przez nich celów.

Łukaszenko, Białoruś versus demokracja w kagańcu

Białoruś mieni się być jedynym państwem w Europie, które całkowicie zignorowało wymagania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), finansowanej i sterowanej przez Billa Gatesa, w momencie ogłoszenia przez nią światowej pandemii koronawirusa.

Sprawcą tej „zbrodniczej decyzji” był tamtejszy „dyktator”  Aleksander Łukaszenko.  Pomimo, ze sam określa się jako agnostyk, to pozwolił swym obywatelom żyć i pracować dla własnego dobra „Jak Pan Bóg Przykazał”.   

Kontrastuje to dramatycznie z postawą „chrześcijańskiego” polskiego Kościoła Katolickiego, który nie tylko nie wspomagał wiernych w próbach życia „Jak Pan Bóg Przykazał”, ale współpracując z władzami państwa, a co za tym idzie z ich szatańskimi mocodawcami, gorliwie promował „outsourcing” idei „ora et labora”  do sfery telepatycznej. 

Takie postępowanie „dyktatora” Łukaszenki, nie mogło pozostać beż odpowiedzi „sił rozsądku i wolności”. 

Już od kilku tygodni nasila się na Białorusi kampania wymierzona w jego osobę (https://www.msn.com/en-us/news/world/new-wave-of-belarus-opposition-wants-to-oust-strongman-president/ar-BB159glU).  Co ciekawsze , obok zwyczajowej retoryki o „wolności, demokracji i wolnym rynku”, „aktywiści” dobrowolnie, jako znak rozpoznawczy, pozakładali sobie „maseczki”, jak to się nazywa pieszczotliwie w Polsce. 

Ten wymowny gest ilustruje sedno sprawy, a mianowicie dążenie pewnego segmentu społeczeństwa do dobrowolnego zniewolenia, demonstrowanego kagańcami, czyli de facto współczesnym apokaliptycznym „Znakiem Bestii”.

Oczywiście szkody zdrowotne, wynikające z noszenia tego znamienia, są niczym w porównaniu z osobistym upodleniem się w stosunku do Bestii i świadectwem swej bezgranicznej głupoty.  W brylującej już w zachodnim świece III RP, dobrowolnie pieczętuje się Znakiem Bestii, około trzy czwarte populacji, co łatwo dziś oszacować, po zniesieniu formalnych nakazów władz, rozglądając się nieco na ulicach polskich miast. 

Czas pokaże ilu jest naśladowców tego trendu na Białorusi.  Wbrew pozorom nie jest to nieistotne zagadnienie.  Od niego zależy nie tylko los Łukaszenki i Białorusi, ale całego regionu, który pozbawiony nawet tego jednego przykładu normalności, będzie się dalej staczał w otchłań piekielną.

III RP na jedynie słusznej drodze do chińskiego ładu

Rzut oka na tytuły polskojęzycznych mediów głównego nurtu utwierdza w przekonaniu, ze „pandemia” nie tylko nie skończyła się , ale zaczyna rozprzestrzeniać się z nową mocą.  

Nie ma w tym nic zaskakującego.  „Władza” bacznie obserwuje społeczeństwo i w zależności od jego reakcji dostosowuje swe posunięcia do aktualnych możliwości, oczywiście motywowanych jedynie słuszną walką z mitycznym koronawirusem.

W swojej nieskończonej łaskawości administracja zezwoliła na przebywanie w miejscach publicznych bez kagańców.  Pomimo to około 75% populacji paraduje w nich dobrowolnie.  Aż sami się proszą by im „dowalić” nowe ograniczenia, oczywiście w „dobrze pojętym społecznym interesie”.

Władcy zezwolili też na częściowe otwarcie sektora hotelowego, przy czym można obecnie wynajmować jedynie co drugi pokój.  I tu należy docenić wiarę władz w wysoką inteligencję koronawirusa, który bezbłędnie rozpoznaje obiekty hotelowe i atakuje bez pardonu tych zasiedlających je  w sprzeczności z obowiązującymi normatywami, a omija bloki mieszkalne, gdzie nie tylko każdy lokal jest zasiedlony, ale na dodatek wieloosobowymi rodzinami.    Koronawirus zdaje sobie bowiem sprawę, że te ostatnie są przeznaczone do „kwarantanny” (aresztu domowego) populacji i w związku z tym należy je zostawić w spokoju.

Pozostawiając na boku inne absurdy „walki z wirusem”, warto zastanowić się do czego ta bezmyślna bierność populacji może doprowadzić. 

W tym celu warto prześledzić sytuację w jeszcze biedniejszych krajach III Świata.  Reportaż z Bogoty, stolicy Kolumbii rysuje przyszłość do jakiej szybkimi i „rozumnymi” krokami zmierza społeczeństwo III RP:

https://www.anti-empire.com/across-colombia-red-flags-of-despair-fly-as-harsh-covid-lockdown-is-extended-for-a-third-time/.

Większość społeczeństwa Kolumbii funkcjonuje w „szarej szefie”, co oznacza że nie ma tytułu do żadnej pomocy socjalnej.  Od dłuższego czasu znajduje się ona w areszcie domowym.  Nie ma prawa wychodzenia z domów i podejmowania  jakiejkolwiek pracy zarobkowej, za wyjątkiem tych którzy już zostali eksmitowani za niepłacenie czynszu i mają status bezdomnych/bezrobotnych. 

Po długotrwałym areszcie domowy, w rodzinach szerzy się przemoc, choroby nerwowe i psychiczne, alkoholizm, narkomania i tym podobne dobrodziejstwa walki z koronawirusem.  Ci którzy znajdują się już na granicy śmierci głodowej wywieszają z okien czerwone chorągiewki oznaczające apel o pomoc.

Według lokalnych komentatorów, sytuacja jest już tak krytyczna, że w najbliższym czasie należy oczekiwać eksplozji społecznych protestów, chyba że większość zdecyduje się w spokoju własnych domów doczekać śmierci głodowej.  Czas pokaże czy Kolumbijczycy dorównują już poziomowi zwierzętom i będą walczyć o swe biologiczne przetrwanie, czy też ciągle jeszcze znajdują się poniżej tych istot i z rezygnacją biernie dadzą się zniszczyć śmiercią głodową. 

Oczywiście III RP, to nie Kolumbia, ale kolonia Unii Europejskiej i przypadki śmierci głodowej, jak na razie nie wchodzą w rachubę.  Czego więc można się spodziewać?

Zapewne dalszego wdrażania modelu chińskiego, który okazał się „wiodącym w walce z pandemią”.  Pandemia skończyła się wspaniałym zwycięstwem „klasy robotniczej” nad „kapitalistycznym wirusem”, ale system pozostał na miejscu.   Każdy z dorosłych obywateli ma na swej komórce aplikację śledzącą jego poruszanie się.  Mijając wszechobecne punkty kontroli, delikwent musi okazać na swym  telefonie prawo przemieszczania się, oznaczone zielonym znakiem.  Jeśli nie ma takowego to ukazuje się czerwony znak, oznaczający zakaz przejścia.  W rosyjskojęzycznym  programie informacyjnym państwowej chińskiej telewizji, obserwowałem sposób działania tego systemu.  Nieszczęśnikowi, który szedł do pracy w biurowcu, wyświetlił się kolor czerwony,   uniemożliwiając wejście do budynku.  Z przerażoną miną tłumaczył się on przed kamerami ze swej „niewinności’. Zapewne był to jakiś błąd systemu, ale w półtoramiliardowym społeczeństwie nie łatwo mu będzie dojść do sedna sprawy.  A może się okazać, że czerwone światełko wyświetli się też przed wejściem do jego własnego domu lub sklepu spożywczego.  Wtedy i on może dostąpić losu kolumbijskich pariasów.  A globalistyczni władcy dalej będą bawić się zmianami kryteriów poruszania się ludności w zależności od swych nastrojów i bieżących wytycznych globalnej oligarchii finansowej.

Przypuszczalnie ten system będzie się cieszył w Polsce szeroką akceptacją  społeczeństwa, a zwłaszcza tej najmłodszej , błyszczącej wprost intelektem, jego części.  Z kagańcami na otworach gębowych i komórkami przed ślepiami, będą mogli całkowicie się zrelaksować i wyłączyć ostatnią funkcjonującą szarą komórkę.

Co będzie z normalną mniejszością społeczeństwa?  Być może znajdzie przytułek w zakładach psychiatrycznych?!